Red - Hymn for the missing
Nie wiem od czego dzisiaj zacząć. Od spóźnionych życzeń? Czego możesz sobie życzyć. Przecież cię nie ma. Przecież praktycznie nigdy cię nie było i nigdy prawdopodobnie nie będzie, przecież tęsknię za wytworem wyobraźni lub choroby psychicznej, w którą popadam zawsze tylko z własnej winy. Odrywam się od ziemi, szybuję wysoko, a potem nie potrafię zejść.
''Czytaj książki - mówili.Jesteś samotny? Boisz się? Chcesz pogadać, okej, mogę nie zrozumieć, ale potrafię wysłuchać. Mogę nie doradzić, ale przecież wystarczy obecność. To chyba jest paradoks przyjaźni - niby zawsze potrzeba się komuś gdzieś wygadać choćby z największych tajemnic, jednak gdy już je wyjawmy oprócz ulgi na sercu, że nie musimy nosić ich cały czas w sobie, przychodzi też okropny lęk, że przejdą one z rąk do rąk i już nie będą tajemnicą, bo przecież samo ''Zdradzę ci tajemnicę'' znaczy to, że nie będzie już ona sekretem.
Zejdź na ziemię - krzyczeli.''
Co więc robię? Zdradzam ci mój sekret - naprawdę panicznie się boję. Czego? Widzisz... w tym jest największa głupota. Boję się życia. Myślisz, że to głupie? Czemu, chyba też się bałeś. Myślisz, że czyni nas to głupcami? Normalni ludzie boją się przecież śmierci. Też sie jej boję, ale nie lękam się tego, że przyjdzie po mnie. Jestem egoistką, boję się tego, że zabierze mi kogoś, kogo kocham. Zabawne, że teraz łzy stukają o laptopa jak deszcz o parapet. Przepraszam, tak dawno nie pisałam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz